piątek, 18 lutego 2011

zamiast siedzieć prosto pochylam się nad miastem

Zaciesz za zacieszem. Tak mijały mi ostatnie dni. Mogłabym powiedzieć na ten temat bardzo dużo. Naprawde wiele. Jestem cholernie zadowolona z pobytu u Natalii. Dostałam to co chciałam. Dobrze mi było. Wkońcu mogłam robić to co chcę. Całymi dniami. Jakie to zajebiste nikogo nie słuchać. Jak miło jest wrócić z całodzinnego łażenia po sklepach i nadal sie obijać, brak obowiązków. Ahh, dobry stan. LUBIĘ TO !
Nienarzekanie działało. Z każdym dniem budziłyśmy się i mówiłyśmy - tak to nasz dzień ;-))))

Ostry początek - Czarny piątek. Do teraz nie mogę ogarnąć, że wpuścili mnie na tą imprezę. Wjazd od 21 lat.
Wysokie buty - nogi mi prawie odleciały. Mimo wszystko warto było się poświęcić. Najlepsza impreza na jakiejkolwiek byłam.Najebane stonki. I wielkie pozdro dla chuja, który ukradł nam piwo :D Hehe


Powrót do domu 3:40 ? Rano nieogar total :D Obudziło mnie suche gardło i suońce.
Spacer, galerie. Zakup bluzki w H&M, która chyba juz mi się odwidziała :D



 Uwielbiammm wrocławskie graffiti. 







 Dybek mi gotowała. Mój prywatny kucharz :D


Niedzielny spacer po rynku.















 Moja poniedziałkowa walentynka.




i nasze świętowanie dnia

Ty wiesz!






I nasze szejkowe odpały. Wybaczcie :D




Na tym zakończę dodawanie fotek. Zdjęcia nie ukazują tego, jak było zajebiście. Najlepiej spędzone 5 dni ever. Dobry początek ferii.

Dziękuję Tobie i Tobie. I innym